George
Washington myślał, że zrobił wystarczająco dużo doprowadzając kraj do niepodległości.
Teraz chciał jak najszybciej zaszyć się w domu i wieść spokojne życie.
Amerykanie nie chcieli jednak, aby na czele państwa stanął ktoś inny. Jako
przyszłego prezydenta poważnie traktowano jedynie Washingtona.
Washington
pamiętał jednak, że jego początki kariery politycznej nie były udane. Kandydował
do legislatury Wirginii - House of Burgesses, ale bez powodzenia. Kolejne
wybory również przegrał. Dopiero przy trzecim podejściu, w 1758 rok, nauczył
się korzystać z techniki wyborczej. Wówczas na swoją kampanię przeznaczył
około 40 galonów ponczu rumowego, 28 galonów wina, 26 galonów rumu, 46
galonów piwa, 6 galonów madery i 3,5 galona brandy. Ta metoda okazała się
skuteczna. Uzyskał 310 głosów, a jego rywal tylko 45. Od tego czasu Washington
wyborów już nie przegrał.
Pierwsza
prezydencka kampania w Ameryce tak naprawdę w dużej mierze polegała więc
na przekonywaniu Washingtona przez obywateli, aby zechciał zając urząd
Prezydenta. Do Vernon gdzie mieszkał Washington przychodziły setki listów
od obywateli, dawnych towarzyszy broni, a nawet od niedawnych przeciwników
Washingtona. W listach tych przekonywano Washingtona, że jego kraj potrzebuje
go bardziej niż kiedykolwiek i że nie ma żadnego usprawiedliwienia dla
jego odmowy. W efekcie Washington przekonał się do objęcia urzędu prezydenta.
Swojemu dobremu przyjacielowi powiedział wówczas "Czuję się jak człowiek,
który jest skazany na pracę dla kraju i narodu, w chwili gdy jego czas
zbliża się do końca."
Podczas
kampanii wyborczej po raz pierwszy w historii G. Washington zastosował
buton wyborczy - niewielki guzik, przypinkę. Zresztą nie tylko on nosił
taki buton, ale wiele osób popierających jego kandydaturę. Guzik wykonany
był z mosiądzu i widniało na nim hasło wyborcze Washingtona: "G.W. - niech
żyje Prezydent" (G.W. - Long Live the President) co było parafrazą
zawołania "Niech żyje Król" tak charakterystyczną dla monarchii. Hasło
miało wskazywać na demokratyczne nastawienie Washingtona.

Washington oczywiście został wybrany prezydentem i to jednogłośnie. Jego kontrkandydat John Adams, otrzymał 34 głosy, jako osoba, która zajęła 2 miejsce nazwany został wiceprezydenta.
Kampania przed kolejnymi wyborami zdominowana została także przez G. Washingtona. Gdy w 1792 roku po raz drugi ubiegał się o stanowisko Prezydenta USA miał już 60 lat, a jego wzrok i słuch znacznie się pogorszyły. Chciał powrócić do domu, do Veron i wieść spokoje życie. Jednak z drugiej strony świadomy był, że jego rządy są być albo nie być dla przyszłości kraju. Wiele ważnych kwestii pozostawało nie rozstrzygniętych. Cały czas istniał problem trwającej rywalizacji francusko-brytyjskiej. Dodatkowo, polityczny rozłam między północą i południem Ameryki był tak duży, że mówiono nawet o możliwości utworzenia przez stany południowe oddzielnego narodu. Doradcy Washingtonu ostrzegli go, że czasy są zbyt burzliwe, aby zaryzykować oddanie prezydentury w ręce kogoś innego. To oczywiście ostatecznie przekonało Washingtona, który po raz drugi wygrał wybory w głosowaniu jednomyślnym. John Adam znów został wybrany wiceprezydenta.
Opracowane na podstawie: Longin Pastusiak, Anegdoty prezydenckie (tom 1 i 2), Wydawnictwo: Dom Wydawniczy Bellona, Warszawa 2001, oraz materiałów znalezionych w Internecie