Ile
kosztuje polityka? Tutaj znalezienie jednoznacznej odpowiedzi nie jest
raczej możliwe. Jeżeli pokusić się o lapidarne sformułowanie, można stwierdzić,
że: dużo! Jednak nadal pozostaje problemem: dużo - to znaczy ile?
Najłatwiej
wyznaczyć przedział wydatków związanych z wyborami. Poziom minimum wyznaczają
wydatki wyborcze niejakiego Ajiti Kumara Jaina, który już siedmiokrotnie
kandydował do parlamentu Indii. Jak deklarował, na kampanie wydał do tej
pory równowartość 3,84 dolara. Co podzielone przez siedem kampanii i przeliczone
na polskie złote oznacza, że na jedną kampanię przeznaczał średnio ok.
2 zł. Warto jednak dodać, że Jaina ani razu do parlamentu się nie dostał.
Górną
granicę wydatków na kampanię wyborczą wyznaczają wybory prezydenckie w
Stanach Zjednoczonych.
Jak
oceniał amerykański ośrodek badawczy Center for Responsive Politics (CRP)
koszty odbywającej się w 2004 roku kampanii wyborczej w Stanach Zjednoczonych,
która obejmowała wybory prezydenta i wybory do Kongresu, osiągnęły rekordową
sumę 3,9 mld dolarów. Poprzednia kampania, z roku 2000 kosztowała "zaledwie"
3 mld USD.
Pojedynek
o fotel w Białym Domu pomiędzy G.W. Bushem a J. Kerry'm w 2004 r. kosztował
ok. 1,2 miliardów dolarów, czyli ok. 4 mld złotych. Tym samym była to najdroższa
kampania wyborcza w rozgrywkach prezydenckich w dotychczasowej historii
USA.
Z
zestawień CRP wynika, że kandydaci z własnych pieniędzy wydali na kampanię
ok. 144 mln dolarów, wobec 205 mln w roku 2000. Jednak ośrodek tłumaczy
to wyjątkowością sytuacji przed czterema laty, kiedy multimilioner Steve
Forbes wydał ze swego konta na własną nieudaną kampanię prezydencką 48
milionów dolarów, a Jon Corzine, były prezes banku inwestycyjnego Goldman
Sachs, wyłożył 60 mln dolarów na uwieńczoną sukcesem walkę o miejsce w
Senacie USA.
Ośrodek
podkreśla, że podana w raporcie ocena wydatków na kampanię prezydencką
jest bardzo ostrożna.
Oczywiście
nie grozi nam sytuacja, w której na wydatki związane z wyborami w Rzeczpospolitej
miałaby być przeznaczona kwota w wysokości kilku procent budżetu państwa.
Nie jesteśmy tak bogaci dlatego też polskie realia finansowe są dużo
skromniejsze niż amerykańskie. Zresztą ordynacje wyborcze określają górny
(teoretyczny) pułap kwoty wydatków, jakie może ponieść kandydat.
-
Ile
można, a ile trzeba wydać?
-
Według
danych Państwowej Komisji Wyborczej najwięcej na swoje kampanie w wyborach
prezydenckich 2000 roku wydali: A. Kwaśniewski i A. Olechowski prawie po
12 mln zł, a więc na granicy limitu ówczesnego limitu. Komitet wyborczy
M. Krzaklewskego wydał 10,7 mln zł, A. Lepper zaledwie
56 tys. zł.
Jak
wynika ze sprawozdań finansowych złożonych do PKW wydatki poniesione przez
komitety, które wprowadziły swych kandydatów do Sejmu i Senatu kadencji
2001-05, wyniosły łącznie 64 mln 340 tys. zł.
Najwięcej
na wprowadzenie jednego posła do Sejmu wydała Platforma Obywatelska - 251
tys. zł. Najtańszą kampanię, w przeliczeniu na jednego posła, miały wówczas
LPR - 12,8 tys. zł i Samoobrona - 33 tys. zł.
W
2005 roku, zgodnie z ordynacją, komitety wyborcze, które zarejestrowały
listy we wszystkich okręgach, mogły wydać na kampanię do 30 mln zł (komitety
występujące tylko w niektórych okręgach - proporcjonalnie mniej), a kandydaci
na prezydenta - do 13,8 mln zł. Łącznie zatem przy 18 partiach zarejestrowanych
w więcej niż jednym okręgu, 625 kandydatach do Senatu i 18 prezydentach
in spe, legalne wydatki ugrupowań politycznych na kampanie mogły wynieść
łącznie ok. miliarda złotych.
Kampanie
wyborcze partii idących w ubiegłym, roku po władzę były kosztowne. Już
na przykładzie PO i PiS widać był, że wydatki związane z kampanią parlamentarną
były ogromne. Obie partie zorganizowały inaugurację w najdroższych salach
stolicy. Obie nie szczędziły pieniędzy na wyjazdy liderów, na występy artystyczne,
na plakaty i płatną reklamę w telewizji i radiu.
Podobny
przebieg miały kampanie głównych pretendentów do fotela prezydenta RP.
Dlatego też, trudno wierzyć w to, że sztaby głównych (liczących się) podmiotów
politycznych nie przekroczyły także w wyborach 2005 r. limitów wydatków.
Bo tak dzieje się do lat, bo po prostu za 13,8 mln zł nie można przeprowadzić
skutecznej kampanii wyborczej kandydata na prezydenta.
-
Nasz
drogi prezydent
-
O
tym, że wydatki głównych kandydatów na prezydentów przekroczyły ustawowy
limit informowała Fundacja Batorego, jeszcze przed złożeniem oficjalnych
sprawozdań przez komitety wyborcze.
Z
opublikowanego przez nią na początku grudnia 2005 r. wstępnego raportu
dotyczącego finansów ubiegłorocznych kampanii wynikało, że sztab wyborczy
L. Kaczyńskiego wydał ponad 18,4 mln zł, a D. Tuska - ponad 16,8 mln zł.
Dane
te z dużą dozą prawdopodobieństwa są zaniżone. Fakt, że w ubiegłym roku
nałożyły się na siebie wybory prezydenckie i parlamentarne, pozwolił sztabom
wyborczym na skuteczniejsze niż zwykle ukrywanie wydatków.
Według
wspomnianego już raportu Fundacji Batorego, zasady finansowania prezydenckiej
kampanii wyborczej naruszano przede wszystkim poprzez "przerzucanie" część
wydatków z kampanii prezydenckiej na parlamentarną, która ma znacznie wyższy
limit wydatków, a także wykorzystując środki publiczne do finansowania
kampanii prezydenckiej.
Autorzy
raportu zaznaczyli, że komitety wyborcze biorące udział w wyborach do parlamentu
są żywotnie zainteresowane zawyżaniem swoich wydatków wyborczych, gdyż
od ich wysokości zależą późniejsze subwencje dla partii z budżetu państwa.
Jednak
sposób na "nie nielegalne" finansowanie kampanii komitety raport fundacji
podaje jeszcze kilka.
Praktyczne
wykorzystanie ich wszystkich pozwalało na "przepranie" nawet 70 proc. pieniędzy
przeznaczonych na prezydenckie zmagania. Dlatego, przyjmując, że główni
kandydaci do fotela prezydenckiego mieli wydatki na kapanie mniej więcej
na poziomie ustawowego limitu 13,8 mln zł, to można tą drogą szacować rzeczywiste
ich wydatki na poziomie ok. 50 mln zł.
Szacunek
rzeczywistych kosztów związanych z kandydowaniem na fotel Prezydenta RP
można oprzeć także na innym założeniu.
Jako,
że politycy i gazety mają wiele wspólnego, porównaniem mogą być tu koszty
promocji, jakie ponoszą wydawcy nowych tytułów prasowych. W 2005 r. w związku
z wprowadzeniem na rynek nowej gazety Nowy Dzień spółka Agora SA zaplanowała
na akcje promocyjne ok. 75 mln zł. Podobną kwotę - 70 mln zł - miał pochłonąć
marketing nowego dziennika ogólnopolskiego, którego wydawanie planował
Michał Sołowow.
Trzeba
jednak zaznaczyć, że wydatki na promocję nowego tytułu obejmują dwa lata.
W przypadku promocji kandydata na prezydenta trzeba je ponieść w okresie
mniej więcej dwóch miesięcy.
Tym
samym realne wydatki na kampanię prezydencką można szacować na 50-70 mln
zł (chociaż mogą być one jeszcze wyższe). Kampania prezydencka Juszczenki
na Ukrainie w 2004 r. miała, według nieoficjalnych danych, kosztować ok.
100 mln dolarów, a więc ok. 350 mln zł.
Według
złożonych do PKW rozliczeń finansowych ugrupowań, które brały udział w
kampanii parlamentarnej 2005 roku fotel na Wiejskiej kosztował przeciętnie
ok. 245 tys. zł.
Najwięcej
na wybory wydał PiS - niemal 30 mln zł. Partia braci Kaczyńskich wprowadziła
do Sejmu i Senatu ponad 200 parlamentarzystów, zdobycie jednego mandatu
kosztowało ją prawie 150 tys. zł. Partia Andrzeja Leppera przeznaczyła
na kampanię - 27,4 mln zł. A to znaczy, że każdy z parlamentarzystów Samoobrony
kosztował partyjną kasę niemal pół miliona złotych.
SLD
wydał niemal 26 mln zł. Lewicę każde miejsce w parlamencie kosztowało tyle
co Samoobronę - prawie pół miliona złotych (SLD ma 55 posłów i ani jednego
fotela w Senacie). Nieco tańsi są parlamentarzyści Ligi Polskich Rodzin.
Wybór każdego z nich kosztował niespełna 400 tys. zł. Swe wydatki wyborcze
Liga zamknęła kwotą blisko 16 mln zł. Mniej od Samoobrony wydała na wybory
Platforma Obywatelska - ponad 27,2 mln zł. Zdobyte 133 mandaty w Sejmie
i 34 w Senacie oznaczają, że jeden fotel na Wiejskiej kosztował PO znacznie
mniej - ponad 160 tys. zł.
-
Kosztowna
zmiana władzy
-
Pisząc
o wydatkach związanych z wyborami roku 2005 trzeba wspomnieć także o równie
ważnym elemencie kosztów - budżecie Państwowej Komisji Wyborczej i Krajowego
Biura Wyborczego.
Określony
w ustawie budżetowej na rok 2005 limit wydatków PKW wyniósł ok. 36 mln
zł. W budżecie przewidziano także subwencję w wysokości 229,4 mln zł na
sfinansowanie organizacji i przeprowadzenia przez KBW "wyborów i referendów".
Łącznie zatem instytucjonalne koszty wyborów wyniosły ponad 265 mln zł,
z czego lwią część pochłonęły wybory parlamentarne i prezydenckie. W przypadku
tych ostatnich, koszty obu tur zamknęły się kwotą ok. 120 mln złotych.
-
Wojciech
K. Szalkiewicz