Dobra nazwa dla formacji politycznej to początek sukcesu tejże. Wymyślić taką nazwę nie jest łatwo. Niektórzy mają z tym takie problemy, że w akcie rozpaczy decydują się na przykład na takie miano jak Partia X...
Obserwatorzy
życia publicznego w Polsce często utyskują, że dzisiejsza polityka coraz
bardziej przypomina biznes, a starania o zdobycie elektoratu - pozyskiwanie
klientów. Stronnictwo polityczne, podobnie jak każdy inny produkt, istnieje
w świadomości społecznej jako zbiór zaledwie kilku elementów, składających
się na ogólny wizerunek partii. Spośród nich najczęściej mamy do czynienia
z nazwą. Czy od tego, jak brzmi i co oznacza, zależeć może popularność
ugrupowania?
-
Dobra nazwa, tak jak dobre hasło wyborcze, powinna być krótka, łatwa do
wymówienia i zapisania, dźwięczna (żeby dała się skandować) oraz odpowiednia
do programu formacji - mówi Michał Z. Zarzycki, ekspert od kształtowania
wizerunku publicznego osób. - Nazwa i logo partii podlegają podobnym prawom
i oddziaływaniom jak każda inna marka na rynku. To zdecydwanie najbardziej
marketingowy element polityki.
Jak
więc od strony partyjnego nazewnictwa prezentuje się nasza scena polityczna?
Prof. dr hab. Aleksandra Cieślikowa z Instytutu Języka Polskiego PAN zauważa,
że typowa nazwa polskiej partii składa się z dwóch niezależnych elementów.
Pierwszy głosi, że powstała ona z jakiegoś "zjednoczenia" - pojawiają się
słowa: "unia", "sojusz", "przymierze". Drugi mówi o wartościach i poglądach,
takich jak "praca", "lewica demokratyczna" czy "prawica". Wyrażenia te
na ogół nie tworzą poprawnej językowo całości i trzeba rozpatrywać je odrębnie
- zbitka "Unia Wolności" nie oznacza, że na partię tę składają się różne
rodzaje wolności, ale że grupa ludzi wspólnie zamierza wcielać w życie
pewne idee.
Postanowiliśmy
zapytać fachowców, jak postrzegają nazwy konkretnych, działających w Polsce
partii. W rezultacie powstał poniższy przegląd.
Akcja
Wyborcza "Solidarność":
-
Akcja oznacza przeciwieństwo czegoś stałego. Za komuny partia walczyła
z "akcyjnością", czyli jednorazowością pewnych działań. Akcja Wyborcza
to miano dobre na jedne wybory - uważa prof. dr hab. Walery Pisarek, kierownik
Ośrodka Badań Prasoznawczych UJ, honorowy przewodniczący Rady Języka Polskiego,
autorytet w dziedzinie komunikacji masowej. Podobną opinię wyraża prof.
Cieślikowa: - Taka nazwa sugeruje efemeryczność, niestabilność, doraźność.
Słowo "Solidarność" pojawia się tylko w tle, przywołane jest na zasadzie
cytatu.
Inne
zdanie ma jednak Michał Zarzycki: - To niezła nazwa, a skrót jest bardzo
dobry, świetnie wykorzystano go w hasle "zAWSze!" podczas kampanii w 1997
r.
Sojusz
Lewicy Demokratycznej:
Czy
to możliwe, że SLD odnosi sukcesy pomimo nietrafnej nazwy?
-
"Sojusz" i "lewica" nie są słowami, które w oderwaniu od kontekstu wywołują
pozytywne skojarzenia. Sojusz, zwłaszcza ludziom mego pokolenia, kojarzy
się tylko z dwoma pojęciami, "sojuszem polsko-radzieckim" i "sojuszem robotniczo-chłopskim",
a z naszych badań wynika, że wyraz "lewica" budzi niechęć nawet wśród czytelników
"Trybuny" - mówi prof. Pisarek. Michał Zarzycki zwraca jednak uwagę na
pozytywny wydźwięk nazwy w jej pełnym brzmieniu oraz trafny skrót: - Mamy
tu proste odniesienia do świata międzynarodowej polityki - SPD, CDU...
Unia
Wolności:
Kiedy
w 1994 r. Unia Demokratyczna łączyła się z Kongresem Liberalno-Demokratycznym,
długo debatowano nad dobrą nazwą dla nowo powstającej formacji. Mówiło
się o Unii Liberalno-Demokratycznej, Nowej Demokracji, duże szanse miała
Partia Demokratyczna. Jak wielkie było zdziwienie, gdy świat usłyszał o
Unii Wolności!
-
To doskonała nazwa - uważa Zarzycki. - Neutralnie brzmiące słowa dobrze
odzwierciedlają charakter tej partii. Niestety skrót UW mocno związany
jest z Uniwersytetem Warszawskim i liderzy Unii mieli wielkie problemy
ze zmianą tego skojarzenia.
Prof.
Pisarkowi nazwa Unia Wolności podobała się od samego początku. - Jednak
kiedy podzieliłem się swoim zdaniem z Jerzym Turowiczem, podszedł do mojego
entuzjazmu sceptycznie - wspomina. - Widocznie wiedział swoje.
Platforma
Obywatelska:
W
tej nazwie największe emocje wywołuje pierwszy wyraz. U prof. Cieślikowej
budzi on raczej pozytywne skojarzenia. - Mamy platformę polityczną, platformę
ideologiczną, więc Platforma Obywatelska oznacza porozumienie obywateli
na pewnym poziomie równości.
-
Platforma niesie przekaz chwiejności, niestabilności i małego poczucia
bezpieczeństwa - twierdzi tymczasem Michał Zarzycki, podczas gdy prof.
Pisarek wyraża przekonanie, że słówko "platforma" trafiło w gusta młodych
ludzi za sprawą...cyfrowej telewizji. - Za moich czasów platforma to był
wóz ciągniony przez dwa perszerony, a potem jeszcze gruba podeszwa buta,
która podwyższała nosiciela. Jednak kilka lat temu słowo to zostało użyte
w odniesieniu do pakietu programów telewizyjnych, pojawiły się platformy
cyfrowe i w ten sposób wyraz "platforma" stał się nagle nowoczesny.
Wszyscy
indagowani przez nas eksperci podkreślają za to pozytywny wydźwięk drugiego
członu nazwy (według prof. Pisarka za jeden z figli językowych lat 90.
uznać można fakt, że kiedy na dobre zniknęli obywatele, karierę zrobił
zwrot "społeczeństwo obywatelskie"), zwracając jednocześnie uwagę na niepożądane
konotacje skrótu PO, który przywodzi na myśl szkolny przedmiot, przysposobienie
obronne.
Polskie
Stronnictwo Ludowe:
Ta
nazwa znalazła uznanie w oczach wszystkich pytanych przez nas specjalistów.
- PSL jest najstarszą marką na polskim rynku politycznym - mówi Zarzycki.
- Liderom tej partii udało się przez ostatnie 10 lat zgrabnie odbudować
przedwojenne tradycje, a profesjonalnie prowadzone kampanie wyborcze ludowców
umocniły ich pozycję.
-
PSL jest ludowy, a więc przede wszystkim rolniczy, ale także, w sensie
bardziej ogólnym, nie-pański. Jego nazwa nie składa się ze skleconych na
poczekaniu członów, ale stanowi spójną całość, od dawna obecną w świadomości
społecznej - uważa prof. Pisarek. Podobnego zdania jest prof. Cieślikowa:
- Polskie Stronnictwo Ludowe to najklarowniejsza nazwa w Polsce - nie ma
w niej "pierwiastka zjednoczeniowego", który upowszechnił się dopiero po
roku osiemdziesiątym dziewiątym.
Samoobrona:
Nazwa
drugiego ugrupowania adresującego swój program głównie do ludzi wsi nie
jest już oceniana tak pozytywnie. Według prof. Pisarka miano "Samoobrona"
nie jest najgorsze, ale tylko dla radykalnej opozycji, pod żadnym warunkiem
nie dla partii myślącej o władzy.
-
Znaczenie tego słowa ujawnia syndrom osaczenia - mówi Michał Zarzycki.
- Trzeba natomiast przyznać, że taka nazwa pasuje do wsi, tyle że tej dawnej,
zacofanej.
Przymierze
Prawicy:
Ostatnimi
czasy na polskiej scenie politycznej, a właściwie po jej prawej stronie,
pojawia się sporo nowych ugrupowań. Na razie ciężko wyrokować, którym z
nich się powiedzie, ale od razu widać, którym zależy na starcie udanym
pod względem marketingowym. Według Zarzyckiego największy potencjał tkwi
właśnie w nazwie Przymierze Prawicy, partii powołanej przez byłych członków
SKL i ZChN.
-
Ta nazwa sugeruje siłę, mogącą stać się przeciwwagą dla SLD, samo słowo
"Przymierze" świetnie wkomponowuje się w stylistykę retoryczną "prawicy".
Lewica w ogóle okazuje się bardziej wrażliwa na marketingowy wymiar swojej
działalności, co zresztą widać w wynikach sondaży - tym bardziej należy
więc docenić nowoczesne oblicze, z jakim wkracza do naszej polityki Przymierze.
Podsumowanie
Nietrudno
zauważyć, że cytowane powyżej opinie ekspertów nie są zgodne, a niekiedy
nawet wzajemnie sobie przeczą. Trzeba pamiętać, że analizowanie marek produktów,
także politycznych, pozostaje, pomimo swego poważnego, niemal naukowego
charakteru, zabawą w skojarzenia, a w tej trudno o jednomyślność. Nie powinno
nas też dziwić, że czasami formacja o nazwie takiej sobie odnosi o wiele
większy sukces niż potencjalny hit politycznego rynku.
-
Nazwa to tylko wycinek publicznego wizerunku ugrupowania, jest jak nazwisko
dla człowieka - mówi Michał Zarzycki. Podobnie uważa prof. Cieślikowa.
- Według mnie z biegiem czasu odbiorcy przestają zwracać uwagę na przekaz
i nazwa staje się tylko znakiem rozpoznawczym, szyldem organizacji.
Prof. Pisarek całe zagadnienie kwituje: - Porównanie tego wszystkiego, co poparta empirycznymi badaniami nauka może powiedzieć o nazwach partii z tym, co dzieje się rzeczywiście, uczy nas skromności. Ludzie zajmujący się naukowo sztuką perswazji wiedzą, że jeśli jakieś słowo budzi dobre skojarzenia, ale użyjemy go w odniesieniu do czegoś, czego ludzie nie lubią, to wyraz ten bardzo szybko zmieni znaczenie. Ten mechanizm działa w obie strony i nim właśnie usprawiedliwiam marketingowców dających kiedyś politykom rady, które można by teraz uznać za niesłuszne. Zresztą, zawsze możemy powiedzieć, że UW z inną nazwą mogłoby mieć jeszcze gorsze notowania, a SLD jeszcze lepsze.
Widoki
na przyszłość
Patrząc
na liczbę partii, które wystąpiły dotychczas na naszym politycznym firmanencie,
można dojść do wniosku, że nowicjusze w tym rzemiośle będą mieli wielkie
problemy ze znalezieniem sobie odpowiedniego szyldu. Z żartobliwych szacunków
prof. Pisarka wynika, że do zagospodarowania pozostały jeszcze właściwie
tylko dwa słowa budzące pozytywne skojarzenia u niemal wszystkich Polaków:
"miłość" i "sprawiedliwość". A jeśli dodać do tego fakt, że bracia Kaczyńscy
powołali niedawno do życia komitet o nazwie "Prawo i Sprawiedliwość"...
Coż,
pozostaje nam czekać na odważnego polityka, który zdecyduje się ochrzcić
swoją partię mianem "Sojuszu Miłości i Wszelkiej Pomyślności". Niewykluczone
zresztą, że następnie SMiWP odniesie spory sukces wyborczy, albowiem nic
nie jest niemożliwe w kraju, gdzie przez jakiś czas w parlamencie działała
Polska Partia Przyjaciół Piwa.