Co może zrobić polityk, by wyborca oddał na niego swój głos? Po prostu wzbudzić w nim lęk
Lęk
stanowi silną motywację w wyborach podejmowanych przy urnach. Przekonali
się o tym Amerykanie, być może jesienią przekonają się o tym także Polacy.
Dowodów
świadczących o prawdopodobieństwie takiego scenariusza dostarczyły ostatnio
badania przeprowadzone przez Instytut Psychologii Uniwersytetu
Opolskiego.
Wynika z nich, że śmierć Jana Pawła II, wzbudzając w społeczeństwie poczucie
osierocenia i zagrożenia, wpłynęła na wynik sondaży
przedwyborczych.
- W
sytuacji lękowej pojawia się w ludziach potrzeba wyrazistego politycznego
przywództwa. Oczekują oni autorytarnego lidera, który zaprowadzi wreszcie
porządek,
jednoznacznie wskaże, co jest dobre, a co złe. Po śmierci papieża w ramy
te doskonale wpisali się bracia Kaczyńscy - opowiada dr Alicja Głębocka,
szefowa
instytutu. Z badań opolskich wynika, że potrzeba autorytaryzmu w sytuacji
lękowej daje o sobie znać "w sposób statystycznie istotny". To, czego i
w
jakim
stopniu będziemy się bali, może więc zaważyć na wynikach zbliżających się
wyborów. Fakt ten wykorzystują politycy, strasząc nas ekspansją sił
antynarodowych,
biedą lub rozpasaniem elit.
Pamiątka po 11 września
Stosowanie
wobec wyborców podobnej polityki może przynieść efekty. Jak bowiem tłumaczy
dr Wojciech Cwalina ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej w
Warszawie,
strach jest jedną z większych sił motywacyjnych w życiu człowieka. Już
w latach 50. i 60. budowano w oparciu o niego strategie marketingowe, na
czym
bazowały choćby reklamy firm ubezpieczeniowych czy kampanie antynikotynowe.
Staje się on użytecznym narzędziem wówczas, kiedy występuje w
odpowiednim
natężeniu (zbyt silny paraliżuje, a słaby nie przynosi pożądanego efektu)
oraz kiedy stosujący je wskazuje jednocześnie rozwiązanie, jak wyjść z
kryzysu.
Poczucie
lęku, niczym pamiątka po 11 września, odegrało istotną rolę w wyborach
amerykańskich. To m.in. jemu może zawdzięczać swoją reelekcję
reprezentujący
autorytarny styl przywództwa George W. Bush. Dowiodły tego badania naukowców
z Uniwersytetu Arizona i Colorado, jakie zostały
opublikowane
w piśmie "Psychological Science". Przeprowadzili oni wśród studentów zaaranżowane
na własne potrzeby wybory. Startowało w nich trzech
kandydatów,
każdy o innym stylu przywództwa. Kiedy badacze prosili respondentów, aby
ci wyobrazili sobie własną śmierć, a zaraz potem oddali głos,
popularność
kandydata o autorytarnym stylu wzrastała aż ośmiokrotnie, podczas gdy innych
w ogóle.
Oparcie w "nieśmiertelnych" instytucjach
Im
większe poczucie zagrożenia, tym silniejsze poczucie wspólnoty. Z czego
wynika ta zależność? -Człowiek jest jedyną istotą żyjącą na Ziemi, która
zdaje sobie
sprawę
z własnej śmiertelności - tłumaczy prof. Dariusz Doliński, dziekan wydziału
zamiejscowego Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej we Wrocławiu. - Kiedy
więc
wzbudzimy u niego lęk przed śmiercią, spowodujemy tym samym specyficzne
zachowanie społeczne, które będzie polegało na szukaniu oparcia w
"nieśmiertelnych"
instytucjach, tj. w państwie czy narodzie.
Potęga
lęku w przypadku podejmowanych wyborów politycznych ma swoje źródło w jeszcze
jednym mechanizmie rządzącym ludzkim światem, a za opisanie
którego
Daniel Kahneman wspólnie z Vernonem Smithem otrzymali w 2002 roku Nagrodę
Nobla z ekonomii. To mianowicie fakt, że silniej odczuwamy strach
przed
stratą czegoś niż radość z ewentualnych zysków. Tak więc bardziej się zmartwimy,
kiedy zgubimy 100 zł, niż ucieszymy ze znalezienia podobnej sumy. W
większym
stopniu dotrą do nas słowa polityka, który ostrzega przed wzrostem bezrobocia,
niż tego, który obiecuje, że ulegnie ono zmniejszeniu.
Zdają sobie z tego sprawę specjaliści zatrudniani w sztabach wyborczych.
Przyjemne horrory
Szacuje
się, że 60 - 70 proc. kampanii w USA ma charakter negatywny. Tak jak ta
z roku 1964, w trakcie której kandydat na prezydenta Lyndon Johnson
przekonywał
wyborców o zagrożeniu wojną atomową, jaka może być skutkiem zwycięstwa
jego rywala Barry'ego Goldwatera. Robił to m.in. za pomocą
reklamowego
spotu, w którym dziewczynka odrywała stokrotce jej płatki. Liczyła je przy
tym, co przypominało sytuację przed wystrzeleniem głowicy nuklearnej.
Wraz
z zerwaniem ostatniego płatka na ekranie telewizora miał miejsce wybuch.
Co prawda spot został wyemitowany tylko raz, ale Johnson wybory wygrał.
Może
również dlatego, że lubimy się bać. Jak sugerują badania dotyczące popularności
horrorów, obszary w mózgu odpowiedzialne za strach są zlokalizowane
nieopodal
tych, które odpowiadają za poczucie przyjemności. Choć, podobnie jak wyniki
jesiennych wyborów, jest to na razie tylko hipoteza.