"Szelmostwa
lisa Witalisa" znana i popularna bajka dla dzieci autorstwa Jana Brzechwy
to zwięzły wykład wiedzy z zakresu marketingu politycznego pokazujący mechanizm
dojścia do władzy i sposobu jej sprawowania. Aby dowiedzieć się jakich
tricków używał Witalis - warto sięgnąć do biblioteczki. Jakich "szelmostw"
dopuszczają się niektórzy kandydaci w czasie kampanii wyborczej, aby "załapać
się" na listę, zdobyć choć parę dodatkowych głosów, aby zaistnieć i wyróżnić
się z tłumu kandydatów, aby przez chwilę zafunkcjonować w mediach ?
Oczywiście
o serwowaniu za darmo piwa, czy częstowaniu kiełbasą, która
dorobiła się nawet specjalnego gatunku i nazwy "Wyborcza" (1) - nie warto
wspominać. Chociaż tego typu działalności zabraniają ordynacje wyborcze,
każda kampania przynosi kilka przykładów wykorzystania tych starych "chwytów".
Podobnie jak z nakłanianiem do głosowania na określonego kandydata
za pomocą pieniędzy i alkoholu, czy też łamaniem ciszy wyborczej.
W
przypadku kandydatów do parlamentu najpopularniejszą metodą "robienia"
kampanii jest korzystanie z zaproszeń na lokalne imprezy wysyłane przez
"zaprzyjaźnione" władze samorządowe, co znacznie ułatwia kontakt z różnym
elektoratem i nie angażuje środków na organizowanie przedwyborczych spotkań.
Najpopularniejszym
"szelmostwem" wśród kandydatów ubiegających się o reelekcję na funkcje
samorządowe jest wykorzystanie pieniędzy publicznych na cele kampanijne.
Najczęściej środki publiczne wydawane są na wszelkiego rodzaju imprezy
masowe, których głównym bohaterem jest urzędujący wójt, burmistrz, prezydent.
Na ogól też w czasie kampanii pojawiają się liczne publikacje opłacone
z pieniędzy samorządu - mające stanowić np. "podsumowanie" kadencji władz.
Tą drogą kandydat może pojawić się w mediach nawet w czasie przedwyborczej
ciszy. Oczywiście przy druku tego typu materiałów można też doprowadzić
do tzw. "transakcji wiązanej" na zasadzie: "publikacja artykułu opłaconego
+ artykuł o kandydacie", czy "publikacja + np. pewna ilość plakatów, czy
ulotek" - w każdym przypadku pieniądze przechodzą obok oficjalnego rozliczenia
z Państwową Komisją Wyborczą.
Oba
przypadki, obok wojny plakatowej opartej na zrywaniu, czy zalepianiu
plakatów, są niejako "klasyczne" i stosowane praktycznie we wszystkich
krajach. Ostatnie wybory samorządowe Anno Domini 2002 przyniosły jednak
sporo nowych "chwytów" wyborczych, których poziom etyczno-moralny budzi
wiele wątpliwości. Najpierw należy sobie zadać pytanie: Dlaczego?
Politykę,
a tym samym i wybory, podobnie jak gospodarkę, dotknął kryzys - nie tylko
jednak ekonomiczny. Odbiło się to nie tylko na komercyjnym rozmachu (a
w zasadzie jego braku) kampanii, czego nie można tego tłumaczyć tylko ograniczeniami
finansowymi sztabów, czy brzydką pogodą.
W
sferze społecznej kryzys objawił się tym, że politycy przestali traktować
wyborców jak partnerów do dyskusji nad problemami dnia codziennego. Na
poziom gminy przeniosła się sytuacja z Sejmu, który stał się miejscem zachowań
do jakich społeczeństwo nie było przyzwyczajone. Casus Andrzeja Leppera
- metod jego działania, sposobu postępowania, technik walki - spowodował,
że sukces w polityce przestał być utożsamiany z działaniem racjonalnym,
opartym na wcześniej obowiązującym systemie norm etycznych.- pewnych rzeczy
nie wypadało po prostu robić.
Samoobrona
i Lepper, a w ślad za nimi Liga Polskich Rodzin udowadniają, że osiągnięcie
sukcesu jest wynikiem szczęśliwego zbiegu okoliczności lub zwyczajnej przebojowości,
czy nawet pójścia "po trupach". Zrobienie skandalu, postawienie się w kompromitującej
sytuacji, przyznanie się do czegoś nieoczekiwanego, nawet udziału w jakieś
aferze sprawia, że człowiek staje się rozpoznawany na ulicy, znany. A co
najważniejsze ! - może liczyć na poparcie wyborców.
Z pewnością
wybory samorządowe 2002 r. przejdą do powojennej historii, jako pierwsze,
w których doszło do rękoczynów. Najgłośniejszym wydarzeniem była
bójka w bydgoskim SLD, gdzie według: radnej miejskiej Zuzanny a Dziża została
ona brutalnie pobita przez szefa koła SLD Andrzeja Narolewskiego. Według
Narolewskiego: nie on bił, ale jego bito - bowiem radna miał go dwukrotnie
uderzyć w twarz. Poszło o miejsce na liście wyborczej.
Przykład
rękoczynu to niestety nie jedyny, ale pokazujący ciemną stronę kampanii
wyborczej i metod walki politycznej.
Na
tej samej półce "chwytów" znajduje się także zastraszanie przeciwników.
W skali wyborów samorządowych, najczęściej używanym argumentem - "kijem"
jest zwolnienie z pracy, a łapówką - "marchewką" - stanowisko w administracji
samorządowej.
Jeżeli
kandydat nie da się zastraszyć - można go ośmieszyć. Arsenał środków
jest spory: począwszy od rozpuszczania plotek, domalowywania wąsów i okularów
na plakatach, po rozpowszechnianie "kompromitujących" kontrkandydata materiałów
przez nieznanych sprawców, czy też różnego typu akcje typu - event.
W nietypowy sposób chciał zdyskredytować w oczach wyborców kandydata na prezydenta Sosnowca, Kazimierza Górskiego, Komitet Wyborczy Platformy Sprawiedliwości i Wolności. Działacze wyszykowali w prezencie dla obecnego wiceprezydenta Sosnowca dwumiesięczną świnię. Na razie świnka nie została jeszcze ochrzczona, ale nieoficjalnie wiadomo, że na cześć wiceprezydenta dostanie imię Kazia. Kazia ma pomóc zrozumieć Górskiemu, jak powinno się budować chlewnie i hodować świnie. A wszystko zaczęło się, gdy kilka tygodni temu, kandydat na prezydenta poradził sosnowieckim bezrobotnym, aby w wolnym czasie zajęli się hodowlą tuczników (2).
Metodą ośmieszenia, a w zasadzie już pomówienia kandydata, jest zadawanie publicznie krępujących pytań. Znamienny jest tu przykład z Poznania, gdzie w telewizji kandydat na prezydenta z Samoobrony zapytał swojego kontrkandydata z SLD: Czy jest pan homoseksualistą? Bo wprawdzie jako lekarz jestem w stanie to zrozumieć, to jako obywatel Poznania nie chciałbym, żeby homoseksualista reprezentował moje miasto.
Kandydat
na radnego sejmiku dyrektor dzielnicy Śródmieście Piotr Fogler (PO) pozwał
niezależną kandydatkę do prezydenckiego fotela Julię Piterę do sądu.
Foglera
dotknęły słowa Pitery wypowiedziane na spotkaniu z wyborcami na ul. Marszałkowskiej,
w miejscu, gdzie rozebrana została zabytkowa kamienica. Kandydatka rozbiórkę
nazwała skandalem, a wśród winnych wskazała dyrektora. Dyrektor odpowiedział
wnioskiem złożonym w tzw. trybie wyborczym. To pierwszy taki protest dotyczący
kampanii któregoś z 14 kandydatów na prezydenta.
Wpłynął
do sądu w środę. Sąd miał na jego rozpatrzenie w pierwszej instancji 24
godziny. Tak nakazuje przepis ordynacji wyborczej. Wczoraj o godz. 13 na
rozprawę stawił się tylko wnioskodawca - Piotr Fogler i jego pełnomocnik
mec. Andrzej Sandomierski. Julii Pitery nie było, bowiem jej mąż odmówił
przyjęcia wezwania do sądu. (3)
"Samoobrona
jest biczem bożym na to co dzieje się w Polsce, nie zmarnujcie tej szansy
- Jan Paweł II, Watykan luty 2002" - taki cytat umieszczono na ulotkach
wyborczych Samoobrony. Jak poinformował PAP zdaniem metropolity lubelskiego,
fałszowanie wypowiedzi papieża dyskredytuje Samoobronę. "Jeśli ktoś,
żeby wprowadzić swoich kandydatów na jakikolwiek szczebel władzy, posługuje
się kłamstwem fałszując wypowiedzi Ojca Świętego, to już w sposób jednoznaczny
dyskredytuje jego kandydatów" - powiedział, cytowany przez agencję, Metropolita
lubelski abp Józef Życiński.
Z
kolei Andrzej Lepper powiedział, że oburzenie przedstawicieli Kościoła
to atak na Samoobronę spowodowany dużym poparciem tej partii wykazywanym
przez sondaże. Zapewnił, że wypowiedź jest autentyczna i padła podczas
jego wizyty w Watykanie. Nie podał jednak daty tej wizyty. (4)
Zbigniew
Boniek był "zażenowany i zdziwiony" wpisaniem bez uzgodnienia jego nazwiska
na listę osób popierających kandydaturę Sławomira Pietrasa (SLD-UP) na
prezydenta Poznania. - Nikt mi tego nie proponował ani nie pytał o zgodę.
Zastanawiam się, kto tym manipulował. Nie życzę sobie, aby w jakiejkolwiek
kampanii politycznej było wplątane moje nazwisko.
Maciej
Wilczak, szef komitetu wyborczego Pietrasa wyjaśnił PAP, że Zbigniew Boniek
został wpisany bez swojej wiedzy na tzw. roboczą listę komitetu honorowego
popierającego kandydaturę Pietrasa, ale obecnie został z niej wykreślony.
Podkreślił, że w jego opinii, wpisanie Zbigniewa Bońka na listę osobistości
popierających kandydaturę Pietrasa było działaniem dla dobra Poznania.
(5)
Jak
głosi stare porzekadło: są kłamstwa małe, duże i statystyczne! Na tej zasadzie
opiera się publikowanie sondaży przedwyborczych przez media... i
manipulowanie nimi. Na długo przed wyborami, na swoich kandydatów ich zwolennicy
mogą głosować za pomocą: kuponów, internetu, SMS-ów, itp. Każdy z tego
typu plebiscytów pokazuje najczęściej inne wyniki, które w większości nijaki
mają się do późniejszych wyników wyborów. Ważne są jednak z dwóch powodów.
Przede wszystkim "podpowiadają" niezdecydowanym wyborcom, na kogo mają
głosować, aby nie zmarnować głosu na kandydata, który i tak już nie ma
szans. I to jest ich rola manipulacyjna. Po drugie, pokazują sprawność
sztabów wyborczych, które te kupony pracowicie wycinają i wysyłają wraz
z e-mailami i SMS-ami.
Po
wynikach tego typu sondaży można tez określić po stronie którego kandydata,
czy ugrupowania politycznego opowiada się ta, czy inna redakcja.
W gdańskim
pojedynku na sondaże wyborcze na placu stanęli Piotr Adamowicz - urzędujący
prezydent miasta z PO, wspierany przez Radio Plus i Marek Formela z SLD-UP
- redaktor naczelny "Głosu Wybrzeża", gazety której współwłaścicielem jest
szef pomorskiego SLD Jerzy Jędykiewicz. Zarówno media, którymi posługiwali
się kandydaci, jak i firmy przeprowadzające sondaże, tworzyli zwarte układy
polityczne.
3
października "Głos Wybrzeża" opublikował sondaż. Wynikało z niego, że Formela,
kandydat na prezydenta Gdańska wypadł w nim zaskakująco dobrze - uzyskał
23 proc. Adamowicz, kandydat PO-PiS - 34 proc.
W
rewanżu, kilka dni po tym sondażu, Radio Plus zamówiło swoje badania, które
wykazały większą przewagę Adamowicza nad Formelą. (...)
Kto
lepiej wypada w sondażach, rozstrzygnął w końcu OBOP, publikując trzy dni
przed wyborami dane z 12 największych miast. Wynikało z nich, że w Gdańsku
Piotr Adamowicz miał 44 proc. poparcia, a daleko za nim ex aequo znaleźli
się dwaj kandydaci - Bogdan Borusewicz i Marek Formela z 14-procentowym
poparciem.
Jeśli
Adamowicz i Formela przejdą do następnej rundy, zaprzyjaźnione z nimi media
będą miały czas na zamówienie kolejnych sondaży. (6)
Innym
przykładem "instytucjonalnego" wsparcia swojego kandydata jest Marek
Balicki - SLD-dowski kandydata na prezydenta Warszawy, któremu liczne pojawienia
się w telewizji publicznej "załatwiał" premier Leszek Miller, koło którego
kandydat stał i... się uśmiechał. Dzięki temu nieznany wcześniej polityk
mógł zaistnieć na szerszym forum.
W
ten sposób SLD nie tylko pokazało, że ktoś taki istnieje, ale także zaznaczyło,
że ich kandydat ma poparcie premiera, a to z kolei znaczy, że będzie skuteczny.
Częste
pokazywanie się z premierem Balickiemu nie zaszkodziło i w krótkim czasie
zdystansował w wyścigu o fotel prezydenta Warszawy, tak wydawał się pewnego
kandydata jak Andrzej Olechowski.
Sztab
Balickigo skorzystał także z wsparcia tajemniczego Olka K., który rekomendował
go na billboardach: "To dobry prezydent dla Warszawy. Olek K."
-
Nie uczestniczę w kampanii wyborczej na prezydenta Warszawy żadnego kandydata,
chociaż moja opinia o Marku Balickim jest pozytywna, ale Olek K. występujący
na jego plakacie wyborczym to nie ja - oświadczył prezydent Aleksander
"Olek" Kwaśniewski. - To jest nowa moda stosowana w kampaniach reklamowych.
Zaczęło się od RMF-u, który pytał swoich słuchaczy, czy prezydent K. jest
kobietą. Cóż ja mogę powiedzieć? Jest to działanie na podświadomość, skojarzenia,
a to nie jest regulowane prawnie. Na zarzut, że to może chodzić o Kwaśniewskiego,
ktoś powie, że nie, bo chodzi o prezydenta Kowar czy Kielc. Jest to więc
rodzaj zabawy. Prawnie nie jest to do zakwestionowania. Można tylko apelować
do tych, którzy stosują te metody, aby nie przesadzali.
Tajemnicze
plakaty pojawiły się również w Kłomnicach k. Częstochowy. Znalazły się
na nim tylko trzy litery "WWW". Wkrótce rozwinęły się one w hasło Andrzeja
Perlińskiego: "Wybierzcie Waszego Wójta"
Niestety
na płotach pojawiły się plakaty z podobnym hasłem "Wybierzcie Wiarygodnego
Wójta" - należące do jego konkurenta - To oczywisty plagiat i mógłbym dochodzić
sprawy w sądzie - komentował takie "podszywanie się" pod kampanię
Perliński.
Bardziej
"prywatny" charakter miało wsparcie w głosowaniu jakiego zdecydowała
się udzielić kandydatom w Zgorzelcu ok. setka osób, a które zgłosiły chęć
formalnej zmiany miejsca pobytu w wyborczą niedzielę. W jak najbardziej
legalny sposób, zgłaszając w Biurze Ewidencji Ludności Urzędu Miasta zmiany
miejsca pobytu w dniu wyborów, mogli wesprzeć kandydatów - członków swoich
rodzin i znajomych głosując w ich okręgach wyborczych.
Z
kolei około 400 bielszczan. podpisało przed notariuszem umowę cywilno-prawną,
która miała zagwarantować, że Bogdan Traczyk, dotychczasowy prezydent Bielska-Białej
i kandydat na to stanowisko w wyborach, jak też przyszli radni wybrani
z prawicowej listy "Wspólnoty Samorządowej", zrealizują przedwyborcze obietnice.
Gdyby się tak nie stało, wyborcy, na podstawie umowy, mogą wszcząć procedurę
odwołania prezydenta lub radnego z tego ugrupowania.
Inną
formę umowy zaproponował swoim wyborcom kandydat na radnego Częstochowy:
zagłosujcie na mnie a przez cały następny rok nie podwyższę cen na wywóz
śmieci.
Wiesław
Strach (Polska Unia Gospodarcza) jest współwłaścicielem dużej firmy zajmującej
się wywozem śmieci w mieście i okolicach. Zobowiązanie do nie podwyższania
cen usługi zawarł w ulotkach, dostarczanych pod drzwi wyborców.
Cytowany
przez PAP Komisarz Wyborczy w Częstochowie, sędzia Maciej Pacuda, nie miał
do ulotki kandydata zastrzeżeń natury prawnej. "Kandydat przeciwko nikomu
nie występuje. Jako komisarz nie mam zastrzeżeń. Inna rzecz, gdy patrzę
na to jako wyborca. To coś, co nazywamy kiełbasą wyborczą" - powiedział
Pacuda. (7)
Do "publiczności odziedziczonej" - jednej z technik perswazyjnych odwoływali się , mniej lub bardziej świadomie, działacze SLD w Szczecinie, którzy reklamowali się podczas rozgrywek Klubu Stal Szczecin finansowanych przez lewicowy zarząd miasta
- Jest
z nami pan prezydent Edmund Runowicz, który ponownie ubiega się o ten urząd
- wykrzykiwał prowadzący imprezę [Runowicz jest kandydatem koalicji SLD-UP
- dop. red]. Leszek Jerzyk, dyrektor obiektu zaznaczył, że to dzięki obecnej
tak wspaniałej władzy udało się zrealizować imprezę. - Tylko pewna władza,
władza sprawdzona, może pomóc zrealizować nasz cel - przekonywał zebranych
Leszek Jerzyk. (...)
Zarządzana
przez działacza Sojuszu fundacja Prawobrzeże zorganizowała festyn rodzinny.
Impreza także była kampanią wyborczą SLD. Fundacja również zasilana jest
z publicznych, miejskich pieniędzy. Ta sama fundacja kolportuje także bezpłatny
informator o swojej działalności, przy okazji reklamowani są startujący
do rady działacze SLD. (8)
Podobna
sytuacja miała miejsce w Opolu, gdzie przed meczem piłkarskim Odry ówczesny
prezydent miasta Piotr Synowiec nie tylko "zaszczycił" stadion swoją obecnością,
ale także skierował list do kibiców w którym napisał : ....Nie mogę
już znieść tego, że osoby, które nie wiedzą, w którą stronę jeździ się
na żużlu albo ilu zawodników liczy drużyna piłkarska, obiecują Wam - kibicom
- gruszki na wierzbie i cichaczem robią sobie zdjęcia na stadionie, który
ja wybudowałem. Dlatego mówię to dzisiaj publicznie. Jeżeli zostanę prezydentem
Opola następnej kadencji, chcę jeszcze bardziej włączyć się w promowanie
opolskiej jedenastki i chcę, żeby Odra stała się klubem miejskim.
Dzień
wcześniej o glosy kibiców na tym samym stadionie walczył jego kontrkandydat,
który zorganizował tam konferencję prasową. (9)
Wprawdzie
dzieci
i ryby głosu wyborczego nie mają, ale mogą stanowić ważny element kampanii
wyborczej, jak i "chwytów", trochę poniżej pasa.
Wiceprezydent
Zielonej Góry, Stanisław Domaszewicz, kandydat na radnego. poprowadził
kampanię wyborczą wśród... przedszkolaków, rozdając wizytówki ze swoim
zdjęciem i numerem telefonu. Chociaż sam wszystkiemu zaprzecza, to według
zeznań dzieci, wręczając im wizytówki mówił, że to pamiątka i żeby dali
to rodzicom.
Ryby
w kampanii wyborczej, bardzie jednak pośrednio, postanowili wykorzystać
wędkarze, którzy powołali Komitet Wyborczy Wyborców Naprzód Piaseczno i
Wędkarze PZW-17.
Oczywiście
przykładów najróżniejszych działań z pogranicza prawa, czy dobrego smaku
jest sporo i ich arsenał rozszerza się wraz z kolejnymi wyborami. Co do
ich oceny - pozostaje ona zawsze w gestii wyborców. Jakie są wyniki stosowania
tych "chwytów", czy też "szelmostw" wyborczych - wyniki publikuje PKW.
A
jak zakończyła się kariera prezydencka Lisa Witalisa.?
1)
Produkowana w zakładach mięsnych MORLINY S.A .kiełbasa "Wyborcza" od kilku
już lat jest jednym z podstawowych produktów tej firmy - sprzedaje się
znakomicie niezależnie do tego czy w kraju prowadzona jest jakakolwiek
kampania wyborcza.
2)
Joanna Krupa "Ranking brudnych chwytów wyborczych"; Kulisy nr 43(2340)
3)
Bogdan Wróblewski "Pierwszy protest wyborczy w kampanii prezydenckiej";
Serwis wyborczy Gazeta.pl 24.10.02r.
4)
PAP "Samoobrona papieżem biczuje"; 23.10.02 r.
5)
Boniek na "liście roboczej"; trener kadry "zażenowany i zdziwiony"; Serwis
PAP 08.10.02 r.
6)
Agnieszka Rybak "Barwy kampanii"; Newsweek 44/02 z 28.10.02 r.
7)
Serwis PAP "Zagłosujecie na mnie, to nie podwyższę cen"; 23.10.02 r.
8)
"Jak SLD obchodzi ordynację wyborczą"; Serwis wyborczy portalu Gazeta.pl
20.10.02r.
9)
"Nagłe zainteresowanie Odrą Opole"; Serwis wyborczy portalu Gazeta.pl 20.10.02r.