| Debata Nixon-Kennedy 1960 |
| Pierwsza
telewizyjna debata prezydencka odbyła się w 1960 roku, kiedy to na oczach
wielu milionów widzów swoje poglądy starli ówczesny wiceprezydent Stanów
Zjednoczonych Richard Nixon oraz młody senator John F. Kennedy. Po raz
pierwszy w tak dużym stopniu program telewizyjny wpłynął na preferencje
wyborców. Zwycięsko z tej konfrontacji wyszedł Kennedy, na co wpływ miało
kilka istotnych faktów... a właściwie kilka istotnych błędów, popełnionych
przez Nixona i jego sztab.
Pierwszym błędem wiceprezydenta była sama zgoda na uczestnictwo w debacie. Tak naprawdę Nixon, który wówczas prowadził w sondażach opinii publicznej, nie potrzebował konfrontacji z rywalem. Na takiej konfrontacji Nixon mógł wprawdzie zyskać (umocnić swoją pozycję), ale równie dobrze mógł także stracić. Co innego Kennedy, który tak naprawdę do stracenia miał niewiele, a na pewno znacznie mnie od rywala. Do debat jednak doszło. Gdy wielkie sieci telewizyjne wyszły z propozycją zorganizowania debat w najlepszym czasie antenowym, Kennedy zgodził się natychmiast. Nixon został w takiej sytuacji przyparty do muru - jego "nie" oznaczałoby dezercję. Wiceprezydent zastanawiał się dwa dni, po których wyraził zgodę na debatę. Specjaliści prowadzący jego kampanię zapewne doszli do wniosku, że nic złego ze strony młodego i mniej doświadczonego Kennedy'ego nie może spotkać doświadczonego Nixona. Jak się okazało mylili się zasadniczo.
Negocjatorzy wiceprezydenta wyszli z propozycją jednej debaty, która miała szybko i jasno pokazać, że jedynym zasługującym na prezydenturę jest Nixon. Sztab Kennedy'ego nalegał jednak na zorganizowanie aż pięciu spotkań. Ta propozycja wynikała z czystej kalkulacji - kandydat demokratów potrzebował tzw. publicity. Nixon pod tym względem miał znaczącą przewagę. To wiceprezydentowi przez ostatnie osiem lat towarzyszyły kamery, podczas gdy Kennedy organizował kameralne spotkania wyborcami na prowincji bez kamer i rozgłosu. Debaty były dla senatora wymarzoną okazją aby przez kilka godzin gościć w amerykańskich domach i w efekcie zrównoważyć przewagę Nixona. Ostatecznie zdecydowano, iż w ciągu czterech tygodni obaj kandydaci spotkają się czterokrotnie i za każdym razem przez równą godzinę odpowiadać będą na pytania czterech dziennikarzy. Ustępstwo w tej kwestii to drugi błąd sztabu Nixona. Przed
pierwszą debatą doradcy Kenned'ego zanalizowali dokładnie sytuację i wszystkie
ważne stwierdzenia, jakie padły w czasie kampanii z ust obu kandydatów.
W ten sposób powstała tzw. "Nixopedia" - zbiór najważniejszych cytatów
z wystąpień wiceprezydenta, ułożonych według zagadnień. Poza tym przez
kilka godzin zadawali senatorowi najostrzejsze pytania, jakie mogli wymyślić.
Rundę trudnych pytań swojemu kandydatowi zaserwowali także doradcy Nixona.
Sam wiceprezydent przez pięć godzin, w przeddzień debaty, studiował przygotowany
specjalnie dla niego skrypt.
Do
Chicago Kennedy przezornie przyjechał dzień przed debatą. Miał więc czas
na odpoczynek i przygotowanie. Rano, w dniu debaty, senator poddał się
jeszcze jednemu egzaminowi, odpowiadając na pytania współpracowników. Potem
uciął sobie krótką drzemkę, zjadł obiad i pojechał do studia. Aby bojowo
nastawić swojego kandydata doradcy Kennedy'ego pokazali mu jedno z ostatnich,
wyjątkowo złośliwych i napastliwych wystąpień Nixona. Do studia senator
jechał więc wypoczęty, w wojowniczym nastroju i ze świadomością dobrego
przygotowania.
Na tym kłopoty z wyglądem Nixona nie skończyły się. Gdy wiceprezydent pojawił się w studiu, okazało się, że jego szary garnitur robi fatalne wrażenie. szarość materiału podkreślała szarość jego oblicza i co najgorsze, zlewała się z równie szarym tłem. Nic nie pomogło wielokrotne przemalowywanie dekoracji, czynione na żądanie doradców Nixona. Gdy rozbłyskiwały studyjne reflektory, garnitur i dekoracja niezmiennie zlewały się ze sobą. Co gorsza, w czasie niedawnego pobytu w szpitalu wiceprezydent schudł i jego garnitur sprawiał wrażenie za dużego. Jednym słowem, wszystko jakby zmówiło się przeciwko Nixonowi. Wiceprezydent wyglądał źle i nie pomogło nawet nie pokazywanie jego lewego, mniej korzystnego profilu.
Znacznie korzystniej prezentował się Kennedy - krótko ostrzyżony, w ciemnym garniturze, wypoczęty, zrelaksowany i uśmiechnięty. Jednak i on miał swoja pozamerytoryczną "piętę Achillesową" - niska temperatura. Choć w studiu nie było zimno, jednak Kennedy cierpiał na chorobę Adolesona, która sprawiała, że często robiło mu się zimno i dostawał drgawek. Podczas debaty za kulisami rozegrała się prawdziwa walka o termostat. Ludzie Nixona, chcąc zapobiec poceniu się swojego kandydata, zmniejszyli temperaturę w studiu. Przez moment Kennedy - jak później wspominał - czuł się jak w zamrażarce. na szczęście dla niego, jego koledzy w porę przekręcili termostat na najwyższą temperaturę. Gdy
debata ruszyła, występujący jako pierwszy Kennedy przystąpił do ataku.
Republikańskiemu rządowi zarzucił nieskuteczność i doprowadzenie kraju
do stagnacji. Swoje pierwsze wystąpienie zakończył słowami: "Przyszedł
czas, by Ameryka znów ruszyła naprzód".
Kontrast między dwoma kandydatami był wyraźny nie tylko na płaszczyźnie merytorycznej, ale także na płaszczyźnie wyglądu zewnętrznego i zachowania przed kamerami. Tu także wygrał Kennedy. W sytuacjach stresowych młody demokrata bardzo żywo gestykulował, wręcz nie kontrolował ruchów rąk - poprawiał krawat, klepał się po kolanie i drapał po twarzy. Podczas debaty opanował jednak gwałtowne ruchy - był precyzyjny i chłodny. To Nixon zdradzał zdenerwowanie, a nawet strach.
Co ważniejsze, Kennedy mówiąc, zwracał się do milionów Amerykanów oglądających debatę, Nixon mówił natomiast do Kennedy'ego. senator nie zapomniał po co znalazł się w studiu - odpowiadając na kolejne pytania, w prostych słowach przedstawił swoje poglądy i wizję państwa. Wiceprezydent tymczasem koncentrował się na przeciwniku, zapominając o słuchających go Amerykanach. Widzowie jednoznacznie ocenili debatę, jako wygraną stosunkiem 2:1 przez Kennedy'ego. Tego zdania było aż 2/3 oglądających starcie. Słuchacze radia natomiast optowali za remisem. Wyniki te pokazują, jak duży wpływ na opinie publiczności miała prezencja kandydatów. Lepiej wyglądający Kennedy zdecydowanie zwyciężył w oczach telewidzów. Nixon był świadomy popełnionych błędów. Swój występ wiceprezydent skomentował następującymi słowami: "Popełniłem podstawowy błąd. Za bardzo skoncentrowałem się na meritum, a za mało na formie". Ważniejsze jednak, że Nixon wyciągnął wnioski z pierwszej debaty. Przed drugim spotkaniem przytył 2,5 kg, dobrze się wyspał, poprosił o make-upu i tym razem mówił do widzów a nie do rywala. Niestety dla wiceprezydenta zmiana przyszła za późno. Mimo dobrego występu w trzech kolejnych debatach, nie udało się wymazać nienajlepszego wrażenia jakie zrobił podczas występu w Chicago. Wpływ na to miała zapewne m.in. zmniejszająca się z każdą debata oglądalność. Zwycięstwo
Kennedy'ego nie podlegało dyskusji. Z przeprowadzonych przez Instytut Gallupa
sondaży wynikało, że przed pierwszą debatą Nixon posiadał 47% poparcia,
natomiast Kennedy - 46%. Po zakończeniu debaty na Kennedy'ego gotowych
było głosować 49% wyborców, na Nixona - 46%.
Aż 57% Amerykanów, którzy głosowali w 1960 roku przyznało, że debaty wpłynęły na ich decyzje. Co ciekawe 6% głosujących, a więc blisko 4 mln osób, podjęło decyzję wyłącznie w oparciu o debaty. Z tych 4 mln tylko 1 mln głosował na Nixona, a aż 3 mln na Kennedy'ego. Z prostego rachunku wynika więc, że dzięki debatom młody senator zyskał 2 mln głosów przewagi. W listopadzie, po głosowaniu, okazało się, że Kennedy pokonał Nixona różnicą 112 tys. głosów. Śmiało można więc zaryzykować stwierdzenie, że wybory rozstrzygnęły się w chicagowskim studiu. Gdy Kennedy poznał wyniki głosowania, powiedział: "Nie ma wątpliwości. Nie wygrałbym bez telewizji". Potwierdził to także Nixon: "Nie da się ukryć - Kennedy zyskał na debatach więcej niż ja". Wszystkie debaty oglądało od 65 do 70 mln widzów, przynajmniej jedną - prawie 110 mln. Opracował
na podstawie "Jak to się robi w Ameryce?" Tomasza Lisa
Maciej Ratajczak
|
|
|